13 ton: 1998

Jak sami zobaczycie, zaczyna pojawiać się coraz więcej przebojów, które bezpośrednio obwiniam za swoje obecne zamiłowanie do core’ów wszelakich 😉

Tym razem zero blacku. Ale jest powermetalowy rodzynek.

1. Fragile Dreams, Anathema

Pierwsza płyta, na której bracia Cavanagh pokazali delikatne oblicze już w pełnej krasie. No i został nam z niej chociażby taki evergreen, którego refrenu zwyczajnie NIE DA SIĘ nie śpiewać.

2. Planets Collide, Crowbar

Poważam panów za wkład w rozwój sludge’u (gig w nieświętej pamięci Fabryce też bdb), ale fanem ich twórczości jestem raczej umiarkowanym. Nie zmienia to jednak faktu, że ten numer jakoś mocno chwycił mnie za serduszko i od dawna spoczywa w jednej z moich sztandarowych plejlist na Spoti.

3. Whatever, Godsmack

4. Voodoo, Godsmack

W czasach, kiedy zaczynała królować, że tak to ujmę, nowa fala młodzieżowego metalu, dowodzony przez męską wiedźmę hord Godsmack nieco się wyróżniał. Muzycznie byli dość interesujący, a poza tym Sully rozwalał mnie wokalnie.

No i cóż, nadal chętnie się bawię do ich hiciorów. Kto z bywalców Jazz Rocka nigdy nie pląsał do Voodoo, niech pierwszy rzuci czymś tam.

Jeśli nienawidzicie, to muszę Was zmartwić: Godsmack jeszcze powróci 😉

5. Melancholy (Holy Martyr), Iced Earth

Jedyny powermetalowy utwór, który nie tyle toleruję, co wręcz kocham bezgranicznie.

I ponieważ kocham ten numer tak bezgranicznie, macie tu jeszcze lajwa z obecnym piosenkarzem 😉

6. Freak on a Leash, Korn

Dla jednych obciachowi dresiarze i numetalowe gunwo, a dla mnie jedna z najważniejszych kapel – zarówno w historii mojej, jak i ogólnie w historii metalu.

W bonusie klip, który nadal robi niezłe wrażenie (a w swoim czasie niszczył i miażdżył), a także bodaj najsłynniejsza partia gibberishu Davisa.

7. Rock Is Dead, Marilyn Manson

8. Coma White, Marilyn Manson

Album Mechanical Animals okazał się absolutnym strzałem w dziesiątkę i dał Mansonowi status gwiazdorski – choćby przez matriksowe wejście do mainstreamu. Dwóch numerów nie mogło zabraknąć w moim notowaniu: doskonale wszystkim znanego imprezowego bangera oraz takiej tam balladki.

9. Dragula, Rob Zombie

10. Superbeast, Rob Zombie

W moim odczuciu szczytowe solowe osiągnięcia pana Zombiego. A jako że klimaty industrialne są mi bardzo bliskie… well… you know 🙂

11. Spiders, System of a Down

12. War?, System of a Down

To właśnie zamerykanizowani Ormianie pokazali mi, że można zrobić refren oparty na „lalalala” i sprawić, że będzie to zajebiste. Kocham ten band, nie pozwalam szkalować i gwarantuję, że jeszcze zagoszczą w notowaniu. Z debiutu kultowa balladka oraz jeden konkret (nie, Sugar już mi się tak nie podoba).

13. Falling, Lacuna Coil

I na koniec delikatnie. W ten oto właśnie sposób poznałem Cristinę Scabbię, jeden z moich ulubionych żeńskich wokali w muzyce metalowej.

Widzimy się w kolejnym odcinku!